Now Playing Tracks

Znów Berlin, na rowerze, śmigam, jakiś Niemiec pyta mnie o drogę, a ja rozumiem, i nawet wiem, instruuję. Wieczorny chill pod Brandenburger Tor, z imieniem zapisanym na kubku ze Starbucks śmierdzi Zachodem. Ale jeszcze późnowieczorny chill z projekcjami na Humboldtbox na trawie w Lustgarten. Rejs Sprewą - chcę. I gmachy muzeów też. Jeszcze projekcja na Bundestagu, i znów ginę w Gretchen, tym razem Aphrodite i B-Complex. I znowu wracam o szóstej nad ranem, Berlin pusty, wymarty, zupełnie inaczej niż Warszawa, nikogo, Potzdamer pusty, tylko gdzieniegdzie brzydkie, wymęczone dziwki, których albo nikt nie chciał, albo są tak mocno zużyte, i wymalowani, piękni panowie, dupery. Ku-damm puste, czasem tylko bezdomni, stopy przyodziane w dziurawe skarpety wystają spod kocy, kartonów i szmat, albo zbieracze puszek i szkła.
Berlin - Warszawa 70-210
Zoom Info
Camera
KONICA MINOLTA DYNAX 7D
ISO
100
Aperture
f/4.5
Exposure
1/20th
Focal Length
135mm

Znów Berlin, na rowerze, śmigam, jakiś Niemiec pyta mnie o drogę, a ja rozumiem, i nawet wiem, instruuję. Wieczorny chill pod Brandenburger Tor, z imieniem zapisanym na kubku ze Starbucks śmierdzi Zachodem. Ale jeszcze późnowieczorny chill z projekcjami na Humboldtbox na trawie w Lustgarten. Rejs Sprewą - chcę. I gmachy muzeów też. Jeszcze projekcja na Bundestagu, i znów ginę w Gretchen, tym razem Aphrodite i B-Complex. I znowu wracam o szóstej nad ranem, Berlin pusty, wymarty, zupełnie inaczej niż Warszawa, nikogo, Potzdamer pusty, tylko gdzieniegdzie brzydkie, wymęczone dziwki, których albo nikt nie chciał, albo są tak mocno zużyte, i wymalowani, piękni panowie, dupery. Ku-damm puste, czasem tylko bezdomni, stopy przyodziane w dziurawe skarpety wystają spod kocy, kartonów i szmat, albo zbieracze puszek i szkła.

Berlin - Warszawa 70-210

A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210
A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!
Berlin - Warszawa 70-210

A później Warszawa. Rower, skuter, bieganie, spotkania, spotkania, spotkania, kawy, herbaty, Veg Deli, gdzie nie mogłem ścierpieć, że ten gość ma koszulkę Ucon, a ja swojej nie założyłem. CSW, Zachęta, Sowy Zmory, więcej skutera. Spotkania na Siennej, Apshalt Bikes, gdzie wyglądamy jak debile, bo mamy takie same tiszerty od PTNS. Kot! Radość!

Berlin - Warszawa 70-210

Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.
Berlin - Warszawa 70-210
Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.
Berlin - Warszawa 70-210
Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.
Berlin - Warszawa 70-210
Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.
Berlin - Warszawa 70-210
Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.
Berlin - Warszawa 70-210
Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.
Berlin - Warszawa 70-210

Spałem w parku, Tiergarten, a tam rano nikogo, tylko grupki zajęcy, czy tam królików, które szamały coś na rozległych trawnikach. Spałem to dużo powiedziane, bo co godzinę koszmarnymi kurantami budziła mnie okoliczna dzwonnica. Na szczęście nie spałem w tej części Tiergarten, którą opanowali naturyśći. Leżeli sobie w słoneczku, goluteńcy, na kocykach, przy samej ulicy. Ciekawe, że wszysscy byli starzy i łysi. A najlepszym ziomem okazał się pan pracujący w miejskim szalecie, zapytany, czy woda w kranie nadaje się do picia zaprosił mnie na zaplecze, gdzie ze specjalnego kurka pozwolił nalać lodowatej wody, ale wylać co miałem wcześniej, bo ciepłe, i kiedy podziękowałem powiedział, że nie ma za co, bo to przeciez idiotyczne płacić 2,5 euro za butelkę wody, i miłego dnia, i w ogóle.

Berlin - Warszawa 70-210

Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210
Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.
Berlin - Warszawa 70-210

Pobłądziłem w Berlinie na ulicy, której nie znam. Nagle trafiłem w miejsce, gdzie dziwki w środku dnia chodziły bez majtek, a pilnował ich podstarzały alfons, który parę lat temu naoglądał się “Taksówkarza” i przyjął stylówkę jak Harvey Keitel - hipis, skórzane spodnie dzwony, rozchełstana koszula, pierścienie naszyjniki i buty na wysokim obcasie. Spotkałem uśmiechniętą panią, na oko siedemdziesiąt lat, która śmigała sobie wesoło na skuterze. Jeszcze tego samego dnia widziałem inne plagi - myszy, szczury, które lepiej niż wiewiórki wspinały się po leszczynie po to, żeby pozrywać orzechy i zanieść je nie wiadomo gdzie, obdartych bezdomnych, w tym jednego, który stał w bezruchu, nago, odziany tylko w jakieś szmaty zamiast bielizny i koszuli. Stopy miał tak obrośnięte brudem, że wyglądał, jakby wyrastał z ziemi, jak drzewo. Nie drgnął, nie mówił nic, i każdy go jak takie drzewo ignorował. Byłem przy kebabie u Mustafy, gdzie o dziesiątej wieczorem kolejka miałą dobre dwadzieścia, trzydzieści metrów. Piłem Żywca i Lecha. Przybiłem żółwika z Johnem B, a spotkani o szóstej rano Berlińczycy z uśmiechem wołali “dzień dobry”.

Berlin - Warszawa 70-210

To Tumblr, Love Pixel Union